No i się doczekałam! Od września marudzę wszystkim wokół
„Zabierzcie mnie w Tatry”, ale jakoś ciężko było się zgrać. Teraz też łatwo nie
było – decyzja była dość spontaniczna, bo zapadła koło g. 14 w dzień wyjazdu, a C.
miał 20 min na spakowanie się (i tu wcale nie żartuję).
Tym razem nasz plan na dzień pierwszy był z góry określony –
postawiliśmy na Czerwone Wierchy, a dokładniej Kopę Kondracką Doliną Małej Łąki. Podpowiedziała nam to K., której wytłumaczyłam jakie widoki mi się marzą i ani trochę się nie zawiodłam. To nasza trzecia tatrzańska wyprawa z cyklu "podbijamy lekkie trasy w Tatrach", bądź jak kto woli: "Tatry dla początkujących". Oj, sporo jeszcze przed nami... Tymczasem Kopa Kondracka wita! :) No dobra - Dolina Małej Łąki też!
Trasa tego dnia przebiegała tak:
